Co słychać u naszych podopiecznych? Mimi i Ares

Aktualności » Co słychać u naszych podopiecznych? Mimi i Ares

2020-02-19 14:42

Mimi i Ares należą do tej grupy psiaków, które udało nam się wyciągnąć ze schroniska i umieścić w hoteliku dla psów z behawiorystą. Cała akcja została zorganizowana w ramach projektu „Strachulce”*, co oznacza iż są to naprawdę wyjątkowe psiaki, które potrzebują wyrozumiałych Opiekunów z doświadczeniem. Szukamy dla nich kochającego domu. Jeśli jesteś zainteresowany adopcją któregoś z nich, skontaktuj się z nami: Kasia, tel. 782 717 771; Zosia, tel. 508 063 271, Iwona, tel. 793555194, Justyna, tel. 605 118 117
Mimi jest tzw. dzikuskiem i odludkiem. Ucieka przed wszystkim czego nie zna, nie lubi za bardzo psów – dobrze toleruje jedynie te z nich, które są spokojne. Niezbyt dobrze reaguje na smycz, a jak się czegoś wystraszy to usiłuje za wszelką cenę uciec: przegryźć ją lub wyplątać się z szelek. Wymaga bardzo szczelnego ogrodzenia i najlepiej domu, gdzie nie będzie musiała wychodzić na spacery na zewnątrz.
Ares to pies, który znacznie lepiej toleruje mężczyzn. Nadaje się do spokojnego domu, gdzie szczelne ogrodzenie nie pozwoli mu czmychnąć. Ares ma swój charakterek i lubi postawić na swoim, nie lubi dużych psów, koty przegania. Niestety nie jest psem typu przytulasa. Jest trochę jak kot - lubi chodzić swoimi drogami ( w przenośni i dosłownie ).

*Projekt "Starachulce - psy skazane na bezdomność" powstał z inicjatywy wolontariuszy Fundacji "Lepszy Świat". Ma na celu pomoc tym psom z cieszyńskiego schroniska, które mają opinię nieadopcyjnych - dzikich, gryzących ze strachu, wycofanych, lękliwych i nieufnych. Często to psy, które spędziły w schronisku kilka czy kilkanaście lat i mają już bardzo nikłe, właściwie żadne szanse na adopcję. Inspiracją do utworzenia projektu był Joti, piesek który przebywał w schronisku ponad 6 lat. Był wystraszony, kompletnie nie potrafił chodzić na smyczy, szarpał się i gryzł, nie było takiej możliwości aby adoptowano go bezpośrednio ze schroniska. Po sześciu latach ktoś się nim jednak zainteresował ale...no właśnie, miał zamieszkać w wielkim mieście. Nie chcieliśmy żeby taka okazja i szansa dla niego przepadła. Wzięła go do domu tymczasowego nasza wolontariuszka, jednak niestety nie poradziła sobie z nim. Wysłaliśmy go do hoteliku ze szkoleniowcem. Psiak po dwóch tygodniach już maszerował na smyczy, a dzisiaj mieszka w stolicy i jeździ na wycieczki. Idealnie się zaaklimatyzował. Doszliśmy do wniosku, że skoro Joti sobie poradził, to dlaczego nie pomagać pieskom z podobnymi problemami, i tak to się zaczęło.... Więcej na http://www.fundacjalepszyswiat.pl/nasz-projekt-strachulce-psy-skazane-na-bezdomnosc--wesprzyj!.html

Facebook