Kochaj, szanuj i wyrzuć...

Aktualności » Kochaj, szanuj i wyrzuć...

2019-01-06 14:27
Kochaj, szanuj i wyrzuć
 
Bezgraniczna miłość i zaufanie, którego niejeden może pozazdrościć. Oddanie i wierność na dobre i na złe. Zbyt piękne, aby było prawdziwe? A jednak. On właśnie taki jest, będzie z tobą nawet, gdy pochłonie cię stado robali. Pies. Ten najbardziej oddany na świecie zwierzak.
 
Kupujemy psa?
Jak kto jest z tymi mordkami? Ufać czy nie ufać? Dać im dom, czy pozwolić żyć na własną łapę? Do posiadania psa nikt nikogo nie może zmusić, ale byłoby fajnie, gdyby wszyscy żyli w zgodzie. Znajdą się tacy, co powiedzą: „a po co?”. To ja może od razu odpowiem: po to, żeby uniknąć bliskości, która czasem kończy się wyplutym na asfalt kawałkiem skóry. 
Oczywistą i konieczną sprawą jest rozważenie wszystkich argumentów za i przeciw, zanim człowiek zdecyduje się na zakup zwierzaka z czterema łapami i merdającym ogonkiem. Bo potem różnie bywa. Nagle okazuje się, że pies wcale nie jest taki fajny, bo się mu urosło, bo szczeka, bo trzeba go wyprowadzać, bo… No właśnie, bo co? Zaczął sprawiać problemy i nadaje się jedynie do oddania. Brawo. Z dzieckiem to działa na takiej samej zasadzie? Że się go pozbywa, gdy zacznie wrzeszczeć i być złym na cały świat bez powodu? No chyba nie. Ale właściwie dlaczego nie?  Przecież wykazuje zbliżone interakcje do psa. Ach… zapomniałabym. Dziecko przecież czuje, a psu to i tak obojętne.
 
Pluszowa przytulanka
Serce mi pęka, gdy patrzę na liczbę udostępnień na Facebooku o porzuconych psach, na liczbę schronisk i na całe zło, jakie wyrządza człowiek – największy zwyrodnialec w historii dziejów. Zasmucę wszystkich tych, którzy są święcie przekonani, że pies nie czuje. Że nie pamięta, że nie rozumie. Co prawda daleko mu do inteligencji małpy, ale japońscy naukowcy udowodnili, że między nami potworami a tymi cudownymi stworzeniami istnieje niesamowita więź. Taka, która jest prawdziwa i niezniszczalna, przynajmniej ze strony psa. Jest on do tego stopnia oddany, że będzie z nami nawet wtedy, gdy zrobimy mu krzywdę. Ale jemu to nie przeszkadza. Może stanie się mniej radosny, zacznie się nas bać, ale będzie przy nas trwał. Nie odejdzie. Co w tym przypadku uważam za wadę, bo dla własnego bezpieczeństwa czasem lepiej odpuścić.
Oczywiście zdarzają się także przypadki, gdy zwierzę atakuje, jest agresywne i nie da się obok niego przejść. Wtedy wytłumaczenia są dwa: albo broni swojego, albo jesteś złym człowiekiem.
 
Wokół same wilki
Miałam kiedyś psa – najcudowniejszego na całym świecie labradora. Początki były trudne: czasem krzyczałam, bo dość często nie słuchał. Ale w końcu oboje znaleźliśmy wspólny język. I było dobrze. Do czasu, gdy nie zobaczył siwej babuni, jakiejkolwiek. Biedne, Bogu ducha winne staruszki musiały przechodzić na drugą stronę ulicy, żeby uniknąć starcia z moim tyranem. Długo się zastanawiałam, skąd u niego takie zachowanie. I wyszło, co miało zostać zatajone. Pies zapamiętał, że poprzedni właściciel miał starszą mamę, tak, babuszkę, która podczas jego nieobecności biła psa kablem. Za to, że czasem skomlał i pogryzł papcie, bo przecież był szczeniakiem. I potem, gdy był już duży, też dostał, że nie jest mały. Patologia i cyrk na kółkach. W końcu poszedł do oddania. I całe szczęście. Mimo że u mnie miał się dobrze, to i tak uraz pozostał. Czuł i pamiętał wszystko. Dlatego szczekał i szczerzył kły, bo siwe głowy przypominały mu o kablu. Chciał mnie chronić i szło mu to doskonale.
 
…aż do śmierci
Po tym, jak mój pies odszedł z tego marnego i zakłamanego świata, poczułam przerażający ból. Taki, jakbym straciła najlepszego przyjaciela. Bo przecież tak było. Akceptował mnie taką, jaką jestem – zakrzyczaną, małą i wredną. Kochał mnie, a ja jego. Z czasem tęsknota przestała piec, zostały tylko sentymenty i miłe wspomnienia. Ja to zrozumiałam, ale obawiam się, że gdyby on był na moim miejscu, to mogłoby być inaczej. Przecież pies nie rozumie czegoś takiego jak śmierć. Kto oglądał film Mój przyjaciel Hachiko, ten wie, o co chodzi – pies będzie czekał i czekał, aż jego pan wróci. Z chwilą, gdy ludzkie serce przestaje tłoczyć sześć litrów krwi, ciało zaczyna być zimne i sztywne, pies myśli, że jego człowiek tylko śpi. A przecież umarł i zaraz zacznie gnić. Ale on tego nie pojmuje. Niesamowite, prawda? Wierność aż po grób i własne zdechnięcie. A to wszystko okazuje się tak banalnie proste
 – pies kocha raz i na zawsze. Aż do bólu.
 
Anna Legierska
Facebook